Ręka
Julie zadrżała , po chwili jej telefon wylądował na ziemi , twarzy pojawiły się
łzy. Osunęła się na ziemie , ugięła nogi w nich schowała twarzy . Damien
podszedł do niej chwycił za dłonie które opletła wokoło nóg i zapytał :
- Co się stało ?
- Fra .. Frank on nie żyje .. zginął w wypadku !
Mina piłkarza zrzedła , okrył usta dłoniami po czym za usiadł obok dziewczyny.
Objął ją ramieniem a ona położyła głowę na jego ramieniu. Po chwili wybuchła
płaczem , twarz ukryła przy piersi mężczyzny mącząc mu przy tym koszulkę. Cały
czas szeptała pytanie dlaczego teraz ale piłkarz milczał, Julie odczytywała to
jako odpowiedź nie wiem . Po chwili wstała , otarła łzy i pobiegła do łazienki
doprowadzić się do porządku. Gdy wróciła Damiena już nie było , na stole
pozostawił kartkę :
Musiałem zmykać dziś mam trening ,
zadzwonię .
Julie nie tracąc czasu chwyciła za telefon i zadzwoniła do swojej
przyjaciółki Anny z którą nie widziała się bardzo bardzo dawno. Anna pojawiła
się u niej za dziesięć minut.
- Witaj kochana , jak się czujesz ?
- Jeszcze nie mogę uwierzyć .. ale jest lepiej . Zimny prysznic bardzo mi się
przydał.
- A co zamierzasz dalej ?
- Rodzice Franka mają wszystko załatwić , tak żebym ja mogła się zająć sobą i
dzieckiem.
- Ale chyba nie jesteś sama ?
- Nie , Damien jest przy mnie..
- Mmm… Damien ..
- Anna ! Przestań to tylko przyjaciel ..
- A wcześniej też tak było ?
- Tak .. chociaż my kochaliśmy się i chcieliśmy być razem ale nasi rodzice
twierdzili że nie jesteśmy dla siebie , strasznie cierpieliśmy ale czas
zaleczył rany.
- No wiesz może los wam dał drugą szansę .
- Sama nie wiem .. może zmieńmy temat idziemy na zakupy ?
- Dobrze , wybierzemy coś dla naszych mały pociech .
Kobiety pojechały do centrum handlowego i chodziły chyba z 3 godziny . Potem
postanowiły się rozstać. Julie szła parkiem , oddychała Świerzym powietrzem .
Po godzinie wróciła do domu , na schodach siedział Perquis , pisząc sms.
- Cześć ..
- O hej , właśnie do ciebie pisałem .
- Długo czekasz ?
- Nie , tylko godzinę.
- Wejdź , może się napijesz czegoś ?
- Nie dziękuję .. chciałbym z tobą pogadać o czymś .
- Tak ?
- Trochę to nie zręczne ale czy mógłbym z tobą zamieszkać ?
- Chciałam zaproponować ci to samo ..
Nagle telefon Julie wydał dźwięk . To była matka Franka. Poinformowała ją że
jego pogrzeb odbędzie się za dwa dni. Po tej rozmowie Julie nie mogła wydusić z
siebie słowa bez sensu gapiła się na ich wspólne zdjęcie powieszone na lodówce.
Po pół godziny wyszeptała :
- Damien , możemy mieszkać u ciebie ? Tu za dużo rzeczy kojarzy mi się z nim..
- Dobrze , będzie tak jak sobie życzysz.
Julie wyciągała pudełka oraz walizki i razem z Damienem zaczęli pakować jej
rzeczy.
Dwa dni później .
Julie , zakładała na siebie czarny żakiet , ostatni raz poprawiła włosy . Po
chwili chwyciła do ręki czarne baleriny , które ubrała na stopy. Chwyciła
torebkę i udała się do kościoła , który był zapełniony ludźmi. W dwóch pierwszych
ławkach siedziała rodzina , Julie zajęła miejsce obok jego byłej żony która gdy
ją zobaczyła zmierzyła ją wzrokiem nienawiści. Jednak kobieta nie zwracała na
to uwagi popatrzyła na trumnę i jej oczy momentalnie napełniły łzy. Po półtorej
godziny Julie stała już po grobem swojego ukochanego. Stała w milczeniu
delikatnie łkając . Nagle poczuła czyjąś rękę na ramieniu , odwróciła się i
ujrzała obcego mężczyznę.
- Kim pan jest ?!
- Jestem bratem Franka , John Blanc .
- Frank nic nigdy o panu nie wspominał.
- Może dlatego że rzadko się widywaliśmy , ale mieliśmy kontakt. Powiedział mi
o pani i o tym że spodziewa się pani jego dziecka.
- Tak , już za osiem miesięcy.
- Gratuluje , opowiadał mi o pani bardzo dużo . Pamiętam jak mówił że jest pani
wybitną dziennikarką oraz wspaniałą kobietą . Był w pani szalenie zakochany.
- Też go kochałam ..
-Przepraszam ale muszę lecieć , jeśli urodzi się mój bratanek proszę o kontakt.
- Dobrze.
Julie chwyciła wizytówkę i wróciła do domu , Damien właśnie przebierał się z garnituru.
- Ty tak wcześnie ?
- No tak , jechałem samochodem .
- O ty leniu !
- Jaa leniem ? Zobaczymy !
Damien zbliżył się do Julie i zaczął ją łaskotać po całym ciele .
- HAHAHAHAH , przestań !
- Nie , oszalałaś ?!
- No proszę , Damien !
- Dobraa.
- To ja idę robić nam coś do jedzenia , przyjdź za dziesięć minut.
Julie wyciągnęła z lodówki lody i pokroiła je . Do tego dodała banany , melony
oraz arbuza. Wszystko polała bitą śmietaną. Damien chcąc zrobić jej psikusa ,
zaszedł ją od tyłu i chwycił w biodrach.
Ona w zamian ozdobiła jego twarz bitą śmietaną .
- Ale sexi wyglądasz , kochany .
Damien wyrwał kobiecie śmietanę i zastawił jej trochę na nosie.
- Ty też , i to bardzo.
- Ale dobre lody ..
- Hahahahah , jak zwykle musiałeś się pobrudzić !
- No nie moja wina , noo.
- Chodź , umyję cię trochę.
Chwyciła wilgotną szmatkę i zaczęła obmywać jego twarz z czekoladowych lodów.
Piłkarz gapił się na nią jak w jakimś obrazek , i po chwili chwycił jej dłoń i
zostawił na niej pocałunek.
***
- Julie , list do ciebie !
- O , pewnie od Damiena.
Usiadła na krześle i zaczęła go czytać , po 2 minutach przytuliła go do siebie
a z jej oczu wypłynęły łzy.
- Przeczytałaś ? To dawaj , idzie do wyrzucenia.
Drącą ręka oddała list matce która go podarła i wyrzuciła.
- Co tam napisał ?
- To co zawsze mamo , że mnie kocha i tęskni czemu nie mogę mu odpisać ?
- Bo nie i koniec !
_______________________________________________________________________________
Rozdział z dedykacją dla mojego kochanego kolegi Adriana <3 !

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz